„Wojna LPR z marihuaną wkracza w decydującą fazę”
Pardon / Artykuł „Wojna LPR z marihuaną wkracza w decydującą fazę”
Posłowie LPR od dawna chcieli zakazu sprzedawania wizerunków liścia konopii indyjskich. Jak pomyśleli, tak zrobili - ich projekt wszedł właśnie pod obrady Sejmu.
Poseł LPR Mirosław Andrejuk, pilotujący w Sejmie tę ustawę, tak referował jej przeznaczenie w styczniowej rozmowie z "Pardonem":
“W ostatnich latach została osłabiona wrażliwość młodych ludzi, czyli tych, którzy są głównie podatni na narkotyki. Uczeń idzie do gimnazjum, otwiera piórnik, na którym jest marihuana, wyjmuje długopis, na którym jest marihuana, całuje dziewczynę, która ma naszyjnik z marihuaną. Zaczyna to podświadomie akceptować i w momencie, kiedy zaczyna się go ostrzegać przed narkotykami, z pewnością nie pomyśli o marihuanie. Dlatego nasza inicjatywa wymierzona jest w komercyjny rynek, który produkuje takie gadżety.”
Teraz przejdźmy do konkretów projektu, którym zajmuje się właśnie Sejm:
Zabrania się reklamy i promocji substancji psychotropowych lub środków odurzających, a w szczególności produkcji oraz rozpowszechniania materiałów promujących ich wizerunek.
Kto prowadzi reklamę lub promuje substancję psychotropową lub środek odurzający, a w szczególności produkuje oraz rozpowszechnia materiały promujące ich wizerunek, w celach innych niż medyczne, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.
Projekt wprowadza również kary za sprzedawanie i kupowanie nasion (do 2 lat), tolerancję dla narkotyków w klubach (2 lata) oraz daje możliwość niedopuszczenia do pracy pracownika pod wpływem.
Te rozwiązania nie budzą pewnie kontrowersji (chyba, że ktoś chciałby legalizacji marihuany, ja dziękuję). Jeśli chodzi o mnie, nie płakałbym też, gdyby dzieci nie miały gdzie kupić naszywki z listkiem konopii, bo jak Andrejukowi nie podoba mi się cyniczne zarabianie na dzieciakach przy użyciu czegoś co chyba zdrowe nie jest.
Jest tylko jedno ale: ten wyświechtany truizm o zakazanym owocu. Nie jesteśmy w stanie oszacować efektu przekornego wywyższenia marihuany jako symbolu młodzieżowego buntu. Lepiej chyba to zostawić i pompować pieniądze w leczenie i kampanie społeczne.
Niewykluczone jednak, że projekt sam padnie, grzęznąc w sejmowej procedurze. Dlaczego?
Poseł Andrejuk użył w projekcie pojęcia "środków odurzających". Tymczasem niektóre przepisy polskiego prawa za środek odurzający uznają także alkohol (patrz: uchwała Sądu Najwyższego z lutego tego roku). Jakie to mogłoby mieć skutki dla rynku - łatwo można sobie wyobrazić. Do tego dodajmy jeszcze zapisane w projekcie kary za sprzedawanie w klubach środków odurzających (do 10 lat) i mamy niemałe zamieszanie.
Ale posłowi chodziło tylko o listek.
Rafał Madajczak
Artykuł wyeksponowany przez Hemp Lobby









